Coraz więcej inwestorów pyta o Smart Home, ale wciąż większość architektów odkłada ten temat na później. Tylko że w projektowaniu „później” bardzo często oznacza „za późno”, a wtedy konsekwencje nie rozkładają się równo na wszystkich uczestników procesu, tylko bardzo często wracają dokładnie tam, gdzie zaczynał się projekt, czyli do architekta, i to nie tylko w formie dodatkowych pytań czy drobnych korekt, ale realnych kosztów, które pojawiają się finansowo, wizerunkowo i relacyjnie, bo to architekt jest dla klienta twarzą całego projektu i to do niego wraca wszystko, co nie zadziałało tak, jak powinno.
Nie chodzi o to, żeby każdy projekt zamieniać w przestrzeń pełną technologii ani żeby nagle każdy architekt stał się specjalistą od systemów i instalacji, tylko o coś znacznie prostszego, a jednocześnie ważniejszego, czyli o świadomość i umiejętność takiego prowadzenia projektu, żeby nie zrobić inwestorowi krzywdy decyzjami, które zostały podjęte zbyt późno albo bez uwzględnienia tego, jak ta przestrzeń będzie działała na co dzień, bo paradoks całej tej sytuacji polega na tym, że Smart Home najwięcej kosztuje wtedy, kiedy został pominięty, a nie wtedy, kiedy został dobrze zaplanowany.
Kiedy temat technologii nie pojawia się na etapie projektu, bardzo szybko zaczynają wychodzić rzeczy, które wcześniej były niewidoczne, źle rozplanowane punkty elektryczne, brak okablowania pod automatykę, instalacje światła projektowane tak, jakby systemy sterowania w ogóle nie istniały, i nagle na budowie zaczyna się nadrabianie decyzji, które powinny zapaść dużo wcześniej, pojawia się kucie ścian, zmiany w instalacjach, dodatkowe koszty, napięcia między wykonawcami, a klient, który nie zna procesu, nie analizuje, na jakim etapie pojawił się błąd, tylko zadaje jedno bardzo proste pytanie, dlaczego nikt mnie o tym wcześniej nie uprzedził.
Rynek też się zmienił i to widać coraz wyraźniej, bo inwestorzy coraz częściej przychodzą już z pytaniem o technologię, czasem bardzo ogólnym, czasem konkretnym, ale to pytanie się pojawia, i w momencie, kiedy architekt odpowiada, że to nie jest jego obszar albo że zajmie się tym ktoś później, bardzo łatwo traci pozycję osoby, która prowadzi projekt, bo klient zaczyna szukać kogoś, kto da mu poczucie bezpieczeństwa i kompetencji, i nawet jeśli ostatecznie Smart Home nie stanie się częścią projektu, to sama umiejętność rozmowy o nim może zdecydować o tym, czy współpraca w ogóle się zacznie.
Bez podstawowej wiedzy o tym, jak technologia wpływa na projekt, architekt nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji decyzji, które z pozoru wydają się proste, jak wybór oświetlenia, sposób sterowania roletami, podział stref grzewczych czy rozmieszczenie czujników, a kiedy po czasie okazuje się, że coś nie działa tak, jak powinno, to telefon nie trafia do instalatora, tylko do architekta, bo to on jest dla klienta osobą odpowiedzialną za całość, i to on musi tłumaczyć efekty, które bardzo często wynikają nie z błędu, tylko z braku decyzji we właściwym momencie.
Projekt zaczyna wtedy tracić wartość i to dosłownie, bo coraz więcej inwestorów traktuje Smart Home jako standard, a nie luksus, więc projekty, które tego nie uwzględniają, są odbierane jako niepełne, niedostosowane do dzisiejszych realiów, co przekłada się nie tylko na ich odbiór, ale też na możliwości cenowe, bo architekt, który rozumie technologię, nie sprzedaje już tylko estetyki, ale daje klientowi coś więcej, funkcjonalność, która ma znaczenie w codziennym życiu.
Największy chaos pojawia się wtedy, kiedy decyzje o technologii zapadają dopiero na budowie, bo wtedy zaczyna się nadrabianie całego procesu w miejscu, które nie jest do tego przeznaczone, pojawiają się kolizje branż, zmiany w instalacjach, konflikty między wykonawcami, wydłużające się terminy i rosnąca presja, która bardzo szybko skupia się na architekcie, bo to on jest osobą, która spina projekt i nawet jeśli formalnie nie ponosi winy, to wizerunkowo i relacyjnie to on ponosi największy koszt.
Architekt nie musi być integratorem i nie musi programować systemów ani znać każdej technologii na rynku, ale musi wiedzieć na tyle dużo, żeby chronić klienta, projekt i własną markę, bo ignorowanie Smart Home nie zatrzyma tego kierunku, w którym idzie rynek, tylko sprawi, że koszty pojawią się później, w mniej kontrolowanym momencie i z dużo większą siłą.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak w praktyce uwzględniać technologię już na etapie projektu w sposób uporządkowany, , który pojawia się na budowie, napisz do mnie, pokażę Ci, jak to wygląda na realnych przykładach z projektów, które przeszły tę drogę od początku do końca.
Agata Łydek-Grzywa