To nie jest projekt, który działa. To jest projekt, który trzeba uratować. Czyli o tym, co się dzieje, kiedy Smart Home w ogóle nie jest zaplanowany

Architekt projektujący nowoczesny dom jednorodzinny przy stole z planami i makietą

Znowu trzeba było pruć ściany.
I znowu to nie był mój projekt.

Trafiłam tam, bo klient sam mnie znalazł. Z polecenia, klasyka – „bo Pani to się zna na tych inteligentnych systemach, a my mamy dom i coś tu nie gra”.
No dobra – niech będzie, jadę.
I już po wejściu wiedziałam, że nie chodzi o „coś”. Chodzi o wszystko.

Ten dom miał być nowoczesny. A był… no właśnie.

Nowy dom, świeżo po odbiorze. Świetna bryła, jasna kuchnia, porządne materiały, wysokiej jakości sprzęt. Na pierwszy rzut oka wszystko super.

Ale jak klient zaczął opowiadać, jak ten dom funkcjonuje, to zaczęłam czuć, że zaraz będzie grubo. I było.
– „Światła nie gasną tak, jak chcemy.”
– „Termostat robi co chce.”
– „Rolet nie możemy dopiąć do sterowania, bo nikt nie przewidział osobnych obwodów.”
– „Acha, no i żona boi się korzystać z aplikacji, bo już raz wszystko się zawiesiło i musieliśmy wzywać elektryka.”

I wiesz, co było najgorsze?
Że to wszystko było możliwe do przewidzenia. Ale nikt tego nie zrobił. Projekt był „ładny”, ale kompletnie nieprzemyślany funkcjonalnie. I co gorsza – nie zaprojektowany z myślą o Smart Home.

Ktoś tu narysował gniazdka, ale nie zapytał, jak Ci ludzie chcą żyć

I to jest ten moment, w którym zawsze zapada taka niezręczna cisza. Bo kiedy zaczynasz zadawać pytania typu:
– „O której wracacie z pracy?”
– „Lubicie mieć nastrojowe światło wieczorem?”
– „Chcecie, żeby system sam podnosił rolety rano?”
– „Macie dzieci? Koty? Babcię?”
…to nagle wychodzi, że tego nikt wcześniej nie zapytał.

Zostały rozrysowane punkty, zrobiona klasyczna instalacja, wrzucone gniazdka „tu i tu”, a klient dostał projekt, który niby spełnia normy, ale nie spełnia… życia.

Smart Home to nie magia. Ale trzeba go umieć zaprojektować z głową

W tym konkretnym przypadku instalator dostał projekt bez uwzględnienia żadnych scen, żadnych stref, żadnej integracji. Po prostu: przewody + lista punktów.

Zero pytania o to, co klient chce robić w tym domu. Jak żyje. Kiedy śpi. Gdzie spędza najwięcej czasu. Czy lubi, jak się włącza światło, gdy wchodzi do kuchni z zakupami.
A to są właśnie rzeczy, które sprawiają, że technologia przestaje być bajerem, a staje się codziennym wsparciem.

No i co? No i musieliśmy naprawiać.

Klient nie był zachwycony, że trzeba kuć nową trasę przewodów. Nie był też zadowolony z faktu, że system, który „dostał w pakiecie”, okazał się bezużyteczny. Ale – i to jest najważniejsze – kiedy pokazaliśmy mu, jak może wyglądać jego dom po wdrożeniu dobrze zaprojektowanego systemu, powiedział jedno:

„Dlaczego nikt mi o tym wcześniej nie powiedział?”

No właśnie – dlaczego?

Architekcie, instalatorze, inwestorze – jeśli czytasz ten tekst, to chcę, żebyś zapamiętał tylko jedno:

Smart Home to nie etap „na końcu”. To nie jest dodatek. To nie jest wybór między „ładnie” a „technicznie”.
To część myślenia o tym, jak człowiek będzie mieszkał, oddychał, funkcjonował w tej przestrzeni.

I jeśli tego nie przemyślisz na początku, to później ktoś – taki jak ja – będzie musiał ten projekt ratować.

A przecież nie musi tak być.

Wystarczy, że:

  • zapytasz klienta nie tylko, jak chce mieć, ale jak chce żyć.

  • od początku zadasz pytanie: czy planujemy technologię? – i jeśli tak, to jaką, jaką wersję, na jakim poziomie?

  • odezwiesz się do kogoś, kto pomoże Ci to poukładać od zaplecza – czyli do mnie.

Jeśli chcesz, żebym Ci pokazała, jak ogarnąć Smart Home od początku – to po prostu napisz.

Nie będę Cię przekonywać, że każdy projekt tego potrzebuje.
Ale jeśli chcesz, żeby Twoje projekty naprawdę działały, a nie tylko wyglądały – to pogadajmy.

Lepiej zaplanować teraz, niż potem kuć ściany.

 

arch.Agata Łydek-Grzywa

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk