Jeszcze kilka lat temu wystarczyło dobrze dobrać materiały, kolory i światło, dopracować proporcje, detale i klimat wnętrza, żeby klient był zadowolony i czuł, że dostał coś przemyślanego, spójnego i „jego”, tylko że dzisiaj to już nie wystarcza, bo w trakcie tych samych rozmów zaczynają pojawiać się pytania, które jeszcze chwilę temu w ogóle nie istniały, pytania o sterowanie, o automatyzację, o to, czy coś może dziać się samo, czy można to połączyć z ogrzewaniem, czy światło może reagować, czy roleta może się zamknąć bez dotykania przycisku, i to nie są pytania techniczne, tylko pytania o sposób życia, tylko bardzo często próbujemy je nadal traktować jak temat „instalacyjny”, a nie projektowy.
I dokładnie w tym miejscu zaczyna się zmiana, której wielu architektów jeszcze nie nazywa, ale już ją czuje, bo pojawia się nowe napięcie między tym, co do tej pory było ich obszarem, a tym, co zaczyna wchodzić do projektów, i bardzo często słyszę podczas mentoringów zdanie, że klienci pytają o Smart Home, ale architekt nie czuje się kompetentny, żeby o tym rozmawiać, i to jest bardzo naturalne, tylko że problem polega na tym, że jeśli ta rozmowa się nie wydarzy na etapie projektu, to wydarzy się później, tylko już bez udziału architekta, bez związku z koncepcją i bez kontroli nad tym, jak ta technologia zostanie wprowadzona.
I ja wtedy zawsze mówię jedną rzecz, która dla wielu osób jest odciążająca, ale jednocześnie otwierająca oczy, bo architekt nie musi być instalatorem, nie musi znać wszystkich systemów, parametrów i rozwiązań, tylko musi rozumieć, jak technologia wpływa na funkcję, estetykę i komfort, bo klient nie pyta o Smart Home po to, żeby wybrać markę czy porównać specyfikacje, tylko chce wiedzieć, jak będzie się czuł w tym wnętrzu, jak będzie wyglądał jego dzień, jak bardzo to wszystko będzie dla niego naturalne albo uciążliwe.
I właśnie w tym momencie zmienia się rola architekta, bo przestaje być tylko projektantem wnętrz, a zaczyna być projektantem doświadczeń życia, kimś, kto potrafi przełożyć technologię na język codzienności, pokazać, co się wydarzy rano, co wieczorem, co w momencie, kiedy ktoś wraca zmęczony do domu i nie chce już nic ustawiać, tylko chce, żeby przestrzeń zadziałała za niego, i to jest dokładnie ta różnica, która zmienia sposób podejmowania decyzji przez klienta.
Bo w momencie, kiedy architekt zaczyna o tym mówić w ten sposób, nagle okazuje się, że projekt zaczyna się sprzedawać sam, tylko nie dlatego, że jest „ładniejszy”, tylko dlatego, że jest bardziej zrozumiały i bardziej odczuwalny, bo kiedy klient słyszy, że jego oświetlenie, ogrzewanie i rolety mogą współpracować, że może mieć różne scenariusze dopasowane do trybu dnia, że jego dom może reagować na niego, a nie odwrotnie, to przestaje zadawać pytanie o to, czy to jest potrzebne, tylko zaczyna pytać, kiedy może to mieć, i to jest moment, w którym wiedza o Smart Home zaczyna realnie przekładać się na wartość projektu i decyzję.
I bardzo mocno widać to w kontekście zaufania, które dzisiaj buduje się zupełnie inaczej niż kiedyś, bo klienci mają dostęp do tysięcy inspiracji, mogą zobaczyć wszystko, porównać wszystko, zapisać wszystko, tylko to nie sprawia, że czują się pewniej, tylko wręcz przeciwnie, często są bardziej zagubieni, a wtedy nie szukają już tylko ładnych obrazów, tylko osoby, która potrafi ich przez ten proces przeprowadzić, która rozumie więcej i potrafi podjąć decyzje za nich albo razem z nimi, i w tym momencie kompetencja zaczyna być ważniejsza niż sam wygląd projektu.
I właśnie dlatego Smart Home przestaje być dodatkiem, a zaczyna być językiem komunikacji, bo dzięki technologii architekt może pokazać, jak jego pomysły przekładają się na realne życie, jak projekt reaguje na użytkownika, jak wnętrze zmienia się w zależności od sytuacji, i to nie jest rozmowa o kablach ani aplikacjach, tylko o jakości życia, o komforcie, o spokoju, o tym, że coś działa, zanim ktoś zdąży o tym pomyśleć.
I w tym wszystkim pojawia się bardzo ważna granica, bo architekt przyszłości to nie jest architekt, który „zna się na technologii”, tylko architekt, który jest świadomy, świadomy tego, w którą stronę idzie rynek, jak zmieniają się oczekiwania klientów i co oznacza brak tej wiedzy w dłuższej perspektywie, bo to nie jest tylko kwestia jednego projektu, tylko tego, czy za chwilę będzie się nadal prowadzić rozmowy z klientami na tym samym poziomie, czy ktoś inny przejmie tę przestrzeń.
Bo dzisiaj Smart Home nie jest już luksusem ani dodatkiem dla wybranych, tylko standardem, który bardzo często pojawia się w projektach, nawet jeśli nie jest nazwany, i architekt, który to rozumie, zyskuje coś więcej niż nową usługę, zyskuje sposób myślenia, który pozwala mu projektować nie tylko to, co widać, ale to, co się dzieje pomiędzy.
Bo projekty można narysować.
Ale doświadczenia trzeba zaprojektować.