Ile kosztuje Smart Home? A ile kosztuje frustracja, że coś nie działa?

Architekt projektujący nowoczesny dom jednorodzinny przy stole z planami i makietą

Większość klientów, z którymi rozmawiam, na początku się boi. Serio. Nie boją się technologii samej w sobie – bo przecież każdy dziś ma smartfona, ogląda Netflixa i włącza piekarnik dotykowo – ale boją się, że ten cały Smart Home to będzie coś totalnie poza ich zasięgiem. Że trzeba mieć nie wiadomo jaki dom, nie wiadomo jaki portfel i jeszcze najlepiej osobnego informatyka w rodzinie.

I ja za każdym razem mówię to samo:
To nie chodzi o to, żebyś miał Fortecę. Tylko żebyś miał funkcje, które naprawdę coś zmieniają w Twoim życiu.

Nie musisz mieć systemu, który steruje wszystkim i jeszcze Ci mówi, że czas wyjść na spacer. Możesz mieć prosty system, który:
– wyłącza światło, gdy wychodzisz,
– podnosi rolety, kiedy się budzisz,
– i trzyma temperaturę tak, żeby nie było zimno, ale też nie grzało na darmo.

I wtedy zaczynasz myśleć: Okej. To nie brzmi jak luksus z katalogu. To brzmi jak coś, co by mi się naprawdę przydało.

Pamiętam Karolinę i Michała.

Młode małżeństwo. Kupili mieszkanie w nowym budynku – 74 m², dwa pokoje, kuchnia z salonem, balkon. Na spotkaniu od razu powiedzieli: „Nie, Smart Home to nie dla nas. Mamy ograniczony budżet, wolimy go przeznaczyć na porządną kuchnię.”

Nie naciskałam. Po prostu zapytałam: „A jak wygląda Wasz dzień? Wstajecie razem? Pracujecie zdalnie?”
Karolina wstaje wcześniej. Robi śniadanie, wychodzi z psem, wraca – a Michał jeszcze śpi. Wieczorem oglądają seriale, potem jedno zasypia na kanapie, drugie włącza zmywarkę i gasi światła. W łazience mają pralkę i suszarkę, ale często się zastanawiają, czy zostawiać je włączone na noc. Rolety zasuwają ręcznie. Ogrzewanie regulują pokrętłem. Gniazdka w kuchni? Dwa za mało, więc przedłużacz ciągnie się przez blat jak makaron.

I tak siedzimy, rozmawiamy, ja notuję. I mówię:
– „Wiecie, że można ustawić scenę ‘poranek’, która włącza tylko jedno światło w kuchni, a rolety podnoszą się stopniowo? Żeby nie budzić drugiego.”
– „Wiecie, że można jednym kliknięciem wyłączyć całe mieszkanie, wychodząc z psem?”
– „Albo że pralkę można podłączyć do gniazdka, które ma czujnik zalania i się odcina, jak coś się stanie?”
– „Albo że można zaprogramować rolety, żeby same się zasłaniały po zachodzie słońca?”

Karolina tylko spojrzała na Michała i powiedziała:
– „To brzmi jak coś, co… po prostu by nam ułatwiło życie.”

I tak się zaczęło.
Nie poszli w system za 20 tysięcy. Nie robili kabli pod tynkiem, nie pruli ścian. Zrobili Smart Home na miarę swoich potrzeb.

Ostatecznie wydali trochę ponad 6000 zł – czyli mniej niż koszt zestawu AGD, który mieli w kuchni. A co zyskali?
– Spokój, że światła gasną same.
– Że nie muszą już się zastanawiać, czy wszystko wyłączone.
– Że jak wracają z zakupami, to rolety się już zasłoniły i mają ciepło w mieszkaniu.
– Że nie muszą wstawać z łóżka, żeby zgasić światło w łazience, które zostało przypadkiem zapalone.

I to nie była Forteca. To był ich dom – ale mądrzejszy. Przemyślany. Taki, który działa.

Oczywiście – podaję tu przykład tej konkretnej pary, która zapłaciła ponad 6 tysięcy złotych za swój system Smart Home. Ale trzeba to wyraźnie powiedzieć: to nie jest sztywny cennik ani uniwersalna wycena.

Ceny takich systemów są bardzo różne – wszystko zależy od tego, jakie masz potrzeby, co chcesz połączyć i na jakim poziomie zaawansowania. Na rynku mamy dostępne rozwiązania z różnych półek:
– są systemy prostsze i bardziej budżetowe,
– są rozwiązania średnie – zintegrowane, ale nieprzeładowane,
– i są też systemy z najwyższej półki – kosztowne, ale też dające ogromne możliwości.

Dlatego nie da się tak po prostu odpowiedzieć, ile konkretnie kosztuje dana funkcja – bo to zależy od:
– wielkości domu,
– ilości pomieszczeń,
– tego, czy chcemy sterować światłem, roletami, klimatem, audio, alarmem, bramą, ogródkiem i jeszcze kawą z ekspresu.
Każdy dom, każdy projekt i każdy styl życia są inne – i to właśnie od nich zaczynam rozmowę o kosztach. Nie od katalogu. Od człowieka.

I właśnie do tego Cię chcę dziś zaprosić.
Nie do systemów „premium”, które mają wszystko, ale nic nie robią tak, jak chcesz.
Nie do sztywnych pakietów, które ktoś Ci wciśnie „bo to się teraz robi”.
Tylko do rozmowy.

Po prostu usiądź i zadaj sobie pytanie:
– Co mnie codziennie irytuje w moim domu?
– Gdzie tracę czas i energię na rzeczy, które można by zautomatyzować?
– Co chciałbym uprościć, ułatwić, ogarnąć raz na zawsze?

A potem napisz do mnie.
Pogadajmy.
Powiedz mi, jak żyjesz – a ja powiem Ci, co da się zrobić tak, żeby ten dom w końcu zaczął naprawdę działać dla Ciebie.

Nie dla sąsiada.
Nie dla katalogu.
Dla Ciebie.

 

arch.Agata Łydek-Grzywa

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk