Nie jestem typowym architektem – i bardzo mi z tym dobrze

Agata Łydek-Grzywa

 

Zanim zaczęłam projektować wnętrza z technologią, długo czułam się trochę „niewygodna” w tej branży. Nie dlatego, że nie znałam się na formach, materiałach czy ergonomii. Z tym akurat nie miałam problemu. Ale miałam też coś jeszcze – naturalną ciekawość tego, co dzieje się za ścianą. Co odpowiada za to, że światło zapala się „miękko”. Dlaczego w jednym domu systemy działają, a w innym – nigdy nie współgrają z codziennym rytmem życia.

A przecież nikt nie uczy nas tego na studiach. Na uczelni mówi się o stylu, o szkicu, o koncepcji. Rzadko o użytkowniku, który wraca zmęczony z pracy, dziecko płacze, a on nie ma siły myśleć o tym, które światło zgasił.

„Agata, Ty nie jesteś typową architektką…”

Zdarza mi się to usłyszeć. Najczęściej z lekkim zaskoczeniem, czasem z uznaniem, a czasem z pewną dozą niedowierzania. Bo mówię o światłach, które reagują na zachód słońca, o scenach, które zmieniają cały nastrój domu, o systemach, które współpracują z człowiekiem – i nagle okazuje się, że design może być nie tylko ładny, ale też mądry.

Ale nie zawsze było to łatwe. Na początku zdarzało się, że instalatorzy traktowali mnie jak kogoś „od ładnych rzeczy”, a nie od konkretów. Musiałam udowodnić, że rozumiem ich język, ale nie po to, by ich zastąpić – tylko po to, by klient miał coś, co naprawdę działa.

Bo moją rolą – jako architektki – nie jest tylko zaprojektować, gdzie stanie sofa i jaki będzie kolor frontów. Moim zadaniem jest stworzyć spójną przestrzeń, w której technologia nie dominuje nad człowiekiem, ale go wspiera.

Technologia nie musi być zimna

To był chyba mój największy przełom – zrozumieć, że technologia sama w sobie nic nie znaczy. Dopiero kiedy zostanie dopasowana do życia człowieka, zaczyna mieć wartość.

Miałam kiedyś klientkę – kobietę po sześćdziesiątce, samotną, z niewielkim mieszkaniem w bloku. Przyszła do mnie z pytaniem, czy warto inwestować w jakieś inteligentne rozwiązania. Zamiast opowiadać jej o markach i protokołach, po prostu zapytałam:

– A co najbardziej przeszkadza Ci na co dzień?

Odpowiedziała bez zastanowienia:
„Kiedy wychodzę z domu, zawsze boję się, że czegoś nie wyłączyłam.”

Zaprojektowałam więc prosty system – scena „wychodzę” pod jednym przyciskiem. Wszystko gasło, rolety się opuszczały, drzwi się blokowały.
I kiedy po montażu powiedziała mi: „Pierwszy raz od lat nie wracałam do domu tylko po to, żeby sprawdzić kontakt” – wiedziałam, że właśnie o to chodzi w Smart Home.

Nie o aplikację. O ulgę.

Projektowanie, które słucha

Dla mnie architektura z technologią to nie katalog z nowinkami. To rozmowa. To pytania o to, jak ktoś śpi, jak spędza poranki, co robi z kawą, gdzie trzyma ładowarkę.
Na tej bazie – buduję przestrzeń, która naprawdę działa.

Dziś wiem, że to moje „nie-typowe” podejście nie tylko mnie wyróżnia – ono pozwala mi tworzyć rozwiązania, które nie są sztuczne, narzucone czy przekombinowane.

Współpracuję z instalatorami – ale nie na zasadzie „ja swoje, Ty swoje”. My razem tworzymy system, który ma sens. I razem uczymy klienta, że technologia może być prosta i zaskakująco naturalna.

To nie tekst sprzedażowy. To zaproszenie

Jeśli projektujesz wnętrza i boisz się, że Smart Home to dla geeków – odezwij się.

Jeśli jesteś instalatorem i szukasz architektki, która rozumie, jak projektować pod schematy, a nie wbrew nim – napisz do mnie.

A jeśli jesteś osobą, która po prostu chce, żeby w domu było łatwiej, spokojniej, bardziej „Twojo” – to wiedz, że Smart Home naprawdę może Ci to dać. Tylko trzeba dobrze zrozumieć, co tak naprawdę Cię dziś męczy.

I od tego zaczynam każdą współpracę.

 

mgr inż.arch. Agata Łydek-Grzywa

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Koszyk