Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Mój klient – nazwijmy go Michał – zadzwonił do mnie po wizycie u znajomych.
„Agata, oni włączyli światła głosem i spuszczali rolety z telefonu! Ale wiesz… oni mają willę pod Warszawą. Czy coś takiego da się zrobić w moim mieszkaniu w bloku?”
To pytanie – wypowiedziane z takim pół niedowierzaniem, pół nadzieją – usłyszałam już wiele razy. I za każdym razem mam ochotę odpowiedzieć: oczywiście, że się da. Tylko zamiast zaczynać od urządzeń, wolę zacząć od stylu życia.
Co to właściwie znaczy: mieć inteligentny dom?
Niektórzy myślą, że Smart Home to bajer. Albo coś, co się „opłaca” tylko wtedy, gdy mamy duży dom i dużo pieniędzy. Ale prawda jest taka, że dla wielu moich klientów – i dla mnie też – Smart Home to po prostu… wygoda. Czasem to spokój. Czasem bezpieczeństwo. A czasem zwykła oszczędność nerwów.
Nie chodzi o to, żeby dom sam myślał. Chodzi o to, żeby wspierał codzienne życie, a nie je komplikował.
Przykład? Wychodzisz z domu i jednym kliknięciem wyłączasz wszystkie światła, zamykasz rolety i uzbrajasz alarm. Bez biegania po pokojach. Albo: idziesz spać i nie musisz wracać na dół, żeby zgasić światło w kuchni, bo robisz to z aplikacji z łóżka.
To nie są „fajne gadżety”. To są rozwiązania, które ułatwiają życie.
Smart Home a budżet – realne koszty i rozsądny start
Jest taki mit, że żeby mieć Smart Home, trzeba mieć minimum 30 tysięcy złotych i ekipę specjalistów z NASA. W praktyce można zacząć zupełnie inaczej.
Zdarzyło mi się projektować system Smart Home dla starszego małżeństwa, które miało ograniczony budżet, ale bardzo konkretną potrzebę: chcieli mieć automatyczne oświetlenie i powiadomienia o ruchu przy drzwiach wejściowych. Całość – razem z konfiguracją i moim wsparciem – zamknęła się w kwocie poniżej 2 tysięcy złotych. I nie – nie było tam żadnych kompromisów, tylko świadome decyzje, dopasowane do ich życia.
To, co zawsze powtarzam: nie musisz mieć wszystkiego od razu. Możesz zacząć od jednej rzeczy, która naprawdę robi różnicę.
Czy trzeba kuć ściany?
To kolejne pytanie, które bardzo często pada. Zwłaszcza od tych, którzy już mieszkają, remont zakończony, kurz odkurzony. I odpowiedź brzmi: nie, nie trzeba.
Oczywiście, że są systemy przewodowe – i warto o nich pomyśleć przy budowie domu od zera. Ale zdecydowana większość moich klientów korzysta z rozwiązań bezprzewodowych. Nie trzeba kuć. Nie trzeba wiercić. Czasem wystarczy wymienić włącznik światła albo zainstalować małą centralkę pod sufitem.
To technologia, która dostosowuje się do tego, co już masz – a nie odwrotnie. I to jest w tym wszystkim piękne.
Jak wybrać coś dla siebie, gdy nie jesteś techniczny?
Jestem architektką. Nie instalatorką, nie elektrykiem, nie programistką. Ale przez ostatnie lata nauczyłam się zadawać właściwe pytania – i to jest klucz.
Bo nie chodzi o to, żebyś wiedział, co to Zigbee, protokół KNX czy scena logiczna. Chodzi o to, żebyś powiedział mi, jak żyjesz. I wtedy ja – razem ze sprawdzonym instalatorem – mogę zaprojektować coś, co będzie działać dla Ciebie. Dla Twojej rodziny. Dla Twojego rytmu dnia.
Dlatego najpierw pytam:
– Co robisz codziennie, co mogłoby dziać się automatycznie?
– Co zdarza Ci się zapominać?
– W jakich momentach domu Ci brakuje „reakcji”?
I dopiero potem rozmawiamy o rozwiązaniach.
Smart Home to nie tylko technologia. To podejście do życia.
I to jest myśl, z którą zostawiam moich klientów najczęściej. Bo Smart Home to nie tylko aplikacje, rolety i światła. To świadoma decyzja, żeby żyć trochę spokojniej, wygodniej i bardziej po swojemu.
Wiele osób zaczyna od ciekawości, a kończy na zachwycie, że „to naprawdę działa”. I nagle okazuje się, że dom – nawet w bloku – może być sprytny. Może się dostosować. Może myśleć trochę za Ciebie, wtedy, kiedy tego naprawdę potrzebujesz.
Jeśli chcesz wiedzieć, od czego zacząć – przygotowałam prosty eBook:
„5 powodów, dla których warto wdrożyć Smart Home – nawet w małym mieszkaniu”
Napisz do mnie , a prześlę Ci link do pobrania.
A jeśli chcesz pogadać o tym, co Ty byś chciał, żeby Twój dom robił za Ciebie – odezwij się. Bez presji. Tak po prostu, jak do kogoś, kto łączy technologię z codziennością. Bo właśnie tym się zajmuję.
mgr inż.arch. Agata Łydek-Grzywa

