Pamiętam moment z jednego projektu, który na pierwszy rzut oka był naprawdę dobrze poukładany, koncepcja była zamknięta, wnętrza dopracowane, inwestor spokojny, architekt miał poczucie kontroli nad całością i wszystko szło dokładnie tak, jak powinno, aż do chwili, w której pojawiło się jedno zdanie, rzucone trochę mimochodem, trochę jakby na koniec listy tematów do „odhaczenia”, „a może byśmy zrobili to smart”, i w tym jednym momencie wydarzyło się coś, czego nikt przy stole jeszcze nie nazwał, ale co ja widziałam od razu, projekt właśnie stracił swoją spójność, tylko że jeszcze przez chwilę wszystko wyglądało tak, jakby nic się nie zmieniło.
Bo problem ze Smart Home nie zaczyna się wtedy, kiedy coś nie działa, on zaczyna się dużo wcześniej, w momencie, w którym technologia pojawia się w projekcie jako myśl po fakcie, jako coś, co „można jeszcze dodać”, jako kolejna warstwa do już podjętych decyzji, i wtedy ona nie ma już przestrzeni, żeby być zaprojektowana, może się tylko dopasować, a dopasowywanie w projektach tej skali zawsze oznacza kompromisy, tylko że na tym etapie nikt jeszcze nie mówi o kompromisach, wszyscy mówią o możliwościach.
I wtedy zaczyna się bardzo charakterystyczny proces, który z zewnątrz wygląda jak normalna praca projektowa, a w rzeczywistości jest próbą nadrobienia decyzji, które powinny były zapaść dużo wcześniej, nagle okazuje się, że nie ma miejsca na rozdzielnie, że układ sterowania nie ma logiki, że instalacje, które „mniej więcej się zgadzały”, przestają się zgadzać, że każdy uczestnik procesu zaczyna patrzeć na projekt ze swojej perspektywy i próbować go ratować na swój sposób, architekt pilnuje koncepcji, instalator próbuje to spiąć technicznie, klient zaczyna czuć, że coś się komplikuje, tylko nie do końca rozumie dlaczego, i dokładnie w tym miejscu zaczyna się chaos, który bardzo często zostaje nazwany jednym zdaniem, Smart Home jest drogi, trudny i problematyczny.
Tylko że to zdanie jest skutkiem, a nie przyczyną, bo prawda jest dużo mniej wygodna, Smart Home nie wywraca projektów, projekty wywracają się na decyzjach, na odpowiedzialności i na momencie, w którym te decyzje są podejmowane, bo jeśli coś, co wpływa na całą logikę domu, pojawia się na końcu procesu, to nie ma już możliwości, żeby było dobrze zaprojektowane, może być tylko „jakoś wdrożone”, a to są dwa zupełnie różne światy, które w praktyce oznaczają różnicę między projektem, który działa, a projektem, który trzeba poprawiać.
I teraz najważniejsze, bo to jest moment, którego większość rynku nadal nie widzi, najdroższe w Smart Home nie są systemy, nie są urządzenia i nie są nawet instalacje, najdroższe są decyzje, te podjęte za późno, te podjęte bez pełnego obrazu i te, które zostały odłożone „na później”, które w projektowaniu bardzo często oznacza moment, w którym nie ma już przestrzeni na dobre rozwiązania, są tylko mniej lub bardziej kosztowne kompromisy.
Dlatego Smart Home nie powinien zaczynać się na budowie, nie powinien zaczynać się nawet na etapie rysunków instalacyjnych, on zaczyna się dużo wcześniej, w rozmowie, w której nikt jeszcze nie mówi o systemach, tylko o tym, jak ten dom ma działać, jak wygląda codzienność, co ma się dziać automatycznie, a co ma pozostać świadomą decyzją użytkownika, i dopiero w tym miejscu technologia ma sens, bo ma do czego się odnieść, ma gdzie wejść i ma jak wspierać projekt, zamiast próbować się do niego dopasować.
I kiedy to zaczyna być jasne, zmienia się rola architekta, bo to już nie jest tylko osoba, która projektuje przestrzeń, tylko ktoś, kto ustawia proces w taki sposób, żeby kluczowe decyzje zapadały wtedy, kiedy jeszcze można je podjąć świadomie, a nie wtedy, kiedy trzeba je nadrabiać pod presją czasu, budżetu i wykonawców, i to jest dokładnie ten moment, w którym projekty przestają się wywracać, bo przestają być zlepkiem decyzji podejmowanych w różnych momentach, a zaczynają być spójną całością.
I dokładnie w tym miejscu ja najczęściej pojawiam się w projektach, nie wtedy, kiedy ktoś pyta „jaki system wybrać”, tylko wtedy, kiedy jeszcze można ustawić proces tak, żeby to pytanie w ogóle nie było problemem, tylko naturalną konsekwencją dobrze poprowadzonego projektu.