Często podczas rozmów z architektami słyszę jedno zdanie, które na pierwszy rzut oka brzmi bardzo prosto, ale w praktyce okazuje się jednym z trudniejszych tematów do przełożenia na projekt, bo „klienci chcą, żeby wnętrze było przytulne, tylko jak to właściwie zaprojektować”, i w tym momencie zazwyczaj pojawia się zestaw rozwiązań, które wszyscy znamy, miękka sofa, dywan z długim włosiem, kilka punktów świetlnych, ciepłe barwy, materiały, które „robią klimat”, tylko że to podejście kończy się na tym, co widać, a przytulność bardzo rzadko wynika tylko z tego, co jest fizycznie w przestrzeni, bo ona zaczyna się w tym, jak ta przestrzeń działa i jak reaguje na człowieka.
I dokładnie w tym miejscu technologia zmienia znaczenie tego słowa, tylko nie jako dodatek, ale jako coś, co pozwala architektowi przejść z poziomu „projektuję wnętrze” na poziom „projektuję doświadczenie”, bo nagle okazuje się, że nie chodzi o to, ile masz lamp i gdzie je ustawisz, tylko o to, co dzieje się w danym momencie, kiedy ktoś wraca do domu, kiedy chce odpocząć, kiedy siada na kanapie i nie chce już niczego ustawiać, tylko chce, żeby przestrzeń zrobiła to za niego.
Wyobraź sobie więc, że zamiast pokazywać klientowi kolejne oprawy czy rozmieszczenie punktów świetlnych, pokazujesz mu scenariusz, w którym światło powoli przygasa, rolety same się zasuwają, w tle pojawia się muzyka, a całe wnętrze zaczyna reagować na jego obecność i jego nastrój, i to jest dokładnie ten moment, w którym coś się zmienia, bo klient przestaje patrzeć na projekt jak na układ elementów, a zaczyna go odczuwać, zaczyna go sobie wyobrażać w swoim życiu, a nie na wizualizacji.
I bardzo dobrze widać to na przykładzie światła, które przez lata było traktowane jako funkcja, coś co ma świecić, być odpowiednio rozmieszczone, mieć właściwą barwę i natężenie, tylko że dzisiaj światło jest jednym z najmocniejszych narzędzi do budowania emocji w przestrzeni, tylko żeby z niego korzystać, trzeba zmienić sposób myślenia, bo nie projektujesz już punktów na suficie, tylko momenty w życiu klienta, momenty, w których chce się wyciszyć, skupić, odpocząć albo poczuć energię do działania, i nagle okazuje się, że to światło przestaje być dodatkiem do wnętrza, a zaczyna być jego integralną częścią, która wpływa na samopoczucie.
Podobnie jest z bezpieczeństwem, które bardzo często pojawia się w rozmowach z klientami, tylko w zupełnie innym kontekście niż kiedyś, bo nikt nie chce już widocznych systemów, które dominują przestrzeń i przypominają o zagrożeniach, klienci chcą czuć się bezpiecznie, ale nie chcą mieć poczucia, że mieszkają w systemie zabezpieczeń, tylko że ich dom po prostu działa w taki sposób, że daje im spokój, i dzisiaj technologia pozwala to osiągnąć, bo rozwiązania mogą być wkomponowane w projekt tak, że ich nie widać, a efekt jest odczuwalny każdego dnia, w tym, że ktoś śpi spokojniej, że nie musi o wszystkim pamiętać, że ma poczucie kontroli, które nie jest narzucające.
Bardzo ciekawy jest też temat oszczędności, który często jest komunikowany w sposób bardzo techniczny, jako liczby, procenty, systemy, tylko że z perspektywy użytkownika to wcale nie jest najważniejsze, bo dla niego liczy się to, co odczuwa, a bardzo często jest to po prostu ulga, ulga, że rachunki są niższe, ulga, że dom sam dba o temperaturę i bilans cieplny, ulga, że nie trzeba kontrolować każdej drobnej rzeczy, bo system robi to w tle, i to są właśnie te momenty, które budują codzienne doświadczenie, a nie same funkcje.
I w tym wszystkim zmienia się rola architekta, bo wnętrze można zaprojektować na dwa sposoby, można stworzyć piękną wizualizację, która robi wrażenie na zdjęciach, albo można stworzyć przestrzeń, która reaguje na człowieka i zostaje z nim na co dzień, i to jest różnica, którą klient bardzo szybko zaczyna odczuwać, tylko żeby to było możliwe, ktoś musi świadomie wprowadzić technologię do projektu i potraktować ją jako narzędzie, a nie jako osobny temat.
Bo Smart Home nie jest katalogiem gadżetów ani zestawem funkcji, które trzeba „dodać”, tylko jest sposobem pracy z projektem, który pozwala architektowi mówić językiem emocji, bo nagle światło przestaje być tylko światłem, a staje się opowieścią, technologia przestaje być czymś skomplikowanym, a zaczyna być spokojem, a automatyzacja przestaje być luksusem, a zaczyna być ulgą w codziennym funkcjonowaniu.
I architekt, który zaczyna z tego korzystać, nie tylko projektuje ładne wnętrza, ale tworzy projekty, które naprawdę działają, które są spójne, przemyślane i które zostają z klientem na lata, bo nie chodzi już tylko o to, jak coś wyglądało na renderze, tylko o to, jak się z tego korzysta każdego dnia.
mgr inż. arch. Agata Łydek-Grzywa
